Projekt cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Jednak w trakcie przygotowań pojawił się problem, który mógł opóźnić inwestycję o wiele miesięcy, a nawet lat. Trasa planowanej infrastruktury – w tym wodociągu – musiała przejść przez działkę, która była współwłasnością kilkunastu osób. Samo ustalenie kontaktu ze wszystkimi współwłaścicielami było wyzwaniem, ale sytuacja okazała się jeszcze trudniejsza: jeden ze współwłaścicieli zmarł wiele lat temu, a postępowanie spadkowe nigdy nie zostało przeprowadzone. Bez zgód współwłaścicieli inwestor nie mógł rozpocząć prac.
Czy taka sytuacja naprawdę mogła zatrzymać wszystko na lata?
Działka-widmo – gdy właściciel figuruje w księdze wieczystej, ale od lat nie żyje
Na trasie planowanego wodociągu znalazła się działka należąca formalnie do pana Jana. Problem w tym, że pan Jan… od 15 lat nie żył. Postępowanie spadkowe nigdy nie zostało przeprowadzone, nikt nie zgłosił się do zarządu nieruchomością, a w księdze wieczystej wciąż widniało jego nazwisko.
Co w takiej sytuacji ma zrobić inwestor? W normalnych warunkach firma wodociągowa powinna przeprowadzić rokowania z właścicielem działki – spróbować zawrzeć umowę, ustanowić służebność przesyłu, a jeśli się nie uda, dopiero wtedy zwrócić się do starosty o tzw. ograniczenie sposobu korzystania z nieruchomości (art. 124 ustawy o gospodarce nieruchomościami).
Ale jak negocjować z osobą, której już nie ma?
Inwestycja celu publicznego a własność prywatna – czy jedno wyklucza drugie?
Na szczęście prawo przewidziało podobne sytuacje. Budowa wodociągów, linii energetycznych, gazociągów czy światłowodów to tzw. inwestycje celu publicznego – przedsięwzięcia służące interesowi ogółu (art. 6 ustawy o gospodarce nieruchomościami).
Ustawodawca stworzył mechanizmy, które pozwalają realizować takie projekty nawet wtedy, gdy właściciel nie chce się zgodzić – albo, jak w naszej historii, nie ma z kim rozmawiać.
Podstawą jest art. 124 u.g.n., czyli procedura często nazywana „małym wywłaszczeniem”. Pozwala ona staroście wydać decyzję administracyjną, która nie odbiera prawa własności, ale nakłada na właściciela obowiązek znoszenia obecności określonych urządzeń – np. rurociągów czy kabli – oraz prowadzenia związanych z nimi prac.
Jednak, gdy właściciel nie żyje, a jego spadkobiercy nie są znani, stosuje się art. 124a u.g.n., który modyfikuje procedurę.
Czym jest „nieruchomość o nieuregulowanym stanie prawnym”?
Definicję znajdziemy w art. 113 ust. 6–7 ustawy o gospodarce nieruchomościami. To sytuacja, w której:
- nie można ustalić właściciela lub użytkownika wieczystego nieruchomości – bo np. brak księgi wieczystej albo dokumenty są niekompletne,
- właściciel jest znany, ale nie żyje, a postępowanie spadkowe nigdy nie zostało zakończone.
W praktyce często chodzi właśnie o działki, gdzie w księdze wieczystej widnieje osoba zmarła wiele lat temu.
Jak działa procedura z art. 124a u.g.n.?
W przypadku nieruchomości o nieuregulowanym stanie prawnym procedura wygląda inaczej niż przy „zwykłym” ograniczeniu korzystania z działki:
- Brak obowiązku rokowań. Inwestor nie musi udowadniać, że próbował dojść do porozumienia z właścicielem – bo przecież nie ma z kim.
- Obowiązkowe ogłoszenia. Starosta publikuje informację o planowanej inwestycji i zamiarze wydania decyzji – w prasie o zasięgu ogólnopolskim, na stronie internetowej starostwa i na tablicach ogłoszeń.
- Czas na zgłoszenie się spadkobierców. Potencjalni właściciele mają zwykle 2 miesiące, by zgłosić swoje prawa do nieruchomości.
- Decyzja starosty. Jeśli nikt się nie zgłosi, starosta wydaje decyzję zezwalającą na przeprowadzenie urządzeń infrastrukturalnych przez działkę.
- Depozyt sądowy. Odszkodowanie, które normalnie zostałoby wypłacone właścicielowi, trafia do depozytu sądowego. Jeśli kiedyś spadkobiercy pana Jana się odnajdą, będą mogli te pieniądze odebrać.
Czy to oznacza, że działka zostaje „zabrana”?
Nie – procedura z art. 124 i 124a nie przenosi własności nieruchomości. Działka nadal należy do właściciela (nawet jeśli formalnie nie jest on jeszcze ustalony). Decyzja starosty nakłada jedynie obowiązek tolerowania urządzeń i robót.
Po zakończeniu prac inwestor musi przywrócić teren do stanu poprzedniego – zasypać wykopy, posiać trawę, odtworzyć ogrodzenia. Właściciel (lub jego spadkobiercy) mogą też otrzymać odszkodowanie za zmniejszenie wartości nieruchomości.
Dlaczego ta procedura jest kluczowa dla inwestycji publicznych?
W praktyce niemal każda duża inwestycja infrastrukturalna – czy to wodociąg, czy linia energetyczna – prędzej czy później natrafia na działki o „nieuregulowanym stanie prawnym”.
Bez art. 124a wystarczyłby jeden taki „martwy wpis” w księdze wieczystej, by zablokować inwestycję na lata.
Dzięki procedurze:
- mieszkańcy dostają nową sieć wodociągową,
- spadkobiercy zachowują swoje prawa i pieniądze czekają na nich w depozycie,
- gmina czy przedsiębiorstwo wodociągowe nie traci środków ani harmonogramu inwestycji.
Historia dewelopera – zakończenie
Deweloper, który utknął na „działce-widmie”, przy naszej pomocy przeprowadził całą procedurę administracyjną. Przygotowaliśmy wniosek, zadbaliśmy o komplet dokumentów i dopilnowaliśmy wszystkich wymogów formalnych, aby postępowanie przebiegło sprawnie.
Starosta przeprowadził ogłoszenia, nikt się nie zgłosił, więc po dwóch miesiącach wydał decyzję zezwalającą na przeprowadzenie sieci wodociągowej. Dzięki temu deweloper mógł szybko kontynuować inwestycję, bez ryzyka wielomiesięcznych opóźnień.
Budowa osiedla wróciła na właściwe tory. Sieć została ukończona, mieszkańcy wprowadzili się do nowych domów, a działka została uporządkowana. Odszkodowanie czeka w sądowym depozycie – aż ktoś kiedyś udowodni, że odziedziczył udziały po panu Janie.
Wnioski dla inwestorów, gmin i właścicieli gruntów
- Nieuregulowany stan prawny nieruchomości nie jest przeszkodą nie do pokonania. Dzięki art. 124a inwestycje mogą sprawnie iść naprzód.
- Procedura jest sformalizowana – wymaga ogłoszeń, dokumentów, czasem cierpliwości (okres oczekiwania na zgłoszenie się spadkobierców), warto skorzystać z profesjonalnej pomocy prawnej.
- Interesy prywatne są chronione – właściciel lub jego spadkobiercy otrzymają należne odszkodowanie, nawet jeśli dopiero po latach zgłoszą się po pieniądze.

